Area 51
       droga do bazy        w bazie                 historia          foto Area 51
      Nellis AFB
        Nevada TS          strefa S-4               antyG               linki                                                 zdjęcia Area 51


W kierunku Groom Lake

Wszystkie zdjęcia z podróży do okolic Groom Lake są autorstwa Joseph'a Fang'a
(kliknij aby uzyskać powiększenie)

Większość ludzi wybiera się w okolice Groom Lake z Las Vegas. Przy mniejszych biurach turystycznych znajdziemy oferty wynajęcia "doświadczonego przewodnika", z którym przyjdzie nam zgłębić tajemnice latających dysków za jedyne $199 na dzień. Tu można załatwić wszystkie rzeczy potrzebne do "wyprawy życia". Należy pamiętać o odpowiednim ubraniu, jeśli chcemy spędzić noc na pustyni - pod gwiazdami albo w samochodzie. Reszta bagażu to zbiorniki z wodą, żywność, latarka, lornetka, aparat fotograficzny oraz przynajmniej dwa koła na zapas. I... w drogę.
.




Jeśli jedziemy z Las Vegas - trzeba wjechać na autostradę międzystanową Nr 15 (z głównej drogi -  The Strip, trzeba wydostać się do North LV). Po 32 km jazdy skręcamy w zjazd na drogę Nr 93 i kierujemy się na Alamo. Po lewej stronie w odległości ok. 13 km można zobaczyć Park Narodowy Desert N.W.R., który od zachodu graniczy z Bazą Nellis, a właściwie z Nellis Range, czyli obszarem lotów bazy głównej, która położona jest na północ od Las Vegas. Wszystkie zjazdy z autostrady są wyraźnie oznaczone. Jedziemy dalej.
Autostrada międzystanowa biegnie prostą linią aż po sam horyzont. Z rzadka mijamy jakiekolwiek pojazdy - o patrolach policji w ogóle nie mówiąc. Przy prędkości 160km/h i dobrej muzyce można naprawdę sobie wiele obiecywać po wyprawie, która zaczyna się przy bezchmurnym niebie i gorączce 40°C. Po trzech kwadransach jazdy licząc od zjazdu z autostrady międzystanowej mijamy tabliczkę z informacją, że oto przekroczyliśmy Lincoln County. Wiedząc o tym zwolniliśmy trochę. Zmieniła się nawierzchnia drogi na gruby asfalt - ale ciągle jeszcze dobrej jakości.




Zjazd z HWY 15 na drogę Nr 93
Krajobraz typowo pustynny upstrzony krzewami szałwi. Żadnych drzew. Po kolorach Las Vegas miejsce to raczej uspokaja - gdyby tak jeszcze z 15 stopni mniej... Horyzont zakryty był z lekka wiankiem gór. Trudno przyzwyczaić się do odległości: droga biegnie leniwie do przodu i ma się wrażenie, że nic się nie zmienia. Pierwszy prawdziwy zakręt pokonaliśmy dopiero jakieś 24 km na południe od Alamo, gdzie uzupełniliśmy paliwo.

Zjazd z Hancock Summit
Już znacznie wcześniej widać charakterystyczny wianek gór Pahranagat Range, które czynią całą okolicę w miarę rozpoznawalną dla tych, którzy są "w temacie". Przez większość czasu poruszamy się po otwartym terenie, chociaż w pobliżu Hancock Summit następuje "zwężenie" perspektywy ze względu na przełęcz, która wygląda na taką jedynie na mapie - w rzeczywistości odległości pomiędzy sąsiadującymi skałami są dość duże.

zjazd z 318 na HWY 375
W Alamo można było zobaczyć trochę zieleni, drzew i zielonych krzewów - nawet wodę! Teraz jechaliśmy drogą 318, która wiodła prosto w kierunku znanej Autostrady Pozaziemskiej (Extraterrestrial Highway 375). W przewodniku można przeczytać, że HWY 375 nie jest często uczęszczaną drogą, toteż dziennie przejeżdża tędy średnio 5 pojazdów(!). Tymczasem wyrobiłem już chyba tę dzienną średnią, bo zbliżyliśmy się i wyprzedziliśmy szósty samochód. Mijając osławioną Groom Lake Road po lewej jechaliśmy jeszcze chwilę, aż przy drodze (również po lewej) ujrzeliśmy niewielką osadę, którą okazało się Rachel (fot. obok).

.tablica z nazwą Rachel

Rachel jako typowa amerykańska metropolia ma swoje downtown i przyległą do niego okolicę, składającą się z kilkunastu domów. Z wyjątkiem kilku leniwie poruszających się psów oraz dwóch samochodów, nie widać było nikogo w pobliżu. Upał stał się nie do zniesienia - a to dopiero początek... Tablica informuje o możliwości nabycia przewodnika, w którym opisane jest otoczenie Groom Lake wraz z drogami dojazdowymi oraz innymi przydatnymi wskazówkami, poradami stanowi jednocześnie i reklamę i drogowskaz do dawnej siedziby Glenna Campbella. Obecnie Glenn mieszka w Las Vegas. Area 51 Research Center to przerobiona duża przyczepa kempingowa, w której mieści się niewielki sklep, stanowisko z komputerem (przy nim Don Emory) oraz kilka (!) osób w środku robiących zakupy. Na białych półkach rozłożone są książki o tematyce UFO i Area 51, mapy, zdjęcia satelitarne i inne gadżety, będące raczej ciekawostką dla turystów.
Rachel - w głębi po lewej
Kolejnym przybytkiem nie-do-pominięcia w Rachel jest niewielki bar prowadzony przez Joe i Pat Travis o wesołej nazwie Little A'le'Inn, która wcześniej również była miejscem gdzie pracował Glenn. Obecnie jego miejsce zajął Joerg Arnu, Niemiec z pochodzenia. Obu tych panów raczej nie łączy przyjaźń. Ale jak się zje pozaziemskiego hamburgera jest to właściwie bez znaczenia i można spokojnie popatrzeć na pozaziemskie kubki, koszulki, czapki itp. Wszystko do kupienia przez Amazon w Dreamland Resort. Dobrze, że działa klimatyzacja...

Wracamy na trasę i po krótkiej chwili wjeżdżamy w TEN świat (wywołując masę kurzawy za samochodem). Po jednej bardzo łagodnej krzywej, Groom Lake Road prosto biegnie aż do podnóża okolicznych gór. Jadąc tak przed siebie zauważyłem zupełny brak śladów kurzawy wzbitej przez samochody - oznaczało to, że na GLR nie ma nikogo. Poruszając się przed siebie mijamy kolejne drogi krzyżujące się z GLR: South Tikaboo Road, Southeastern Mine Road i kilka mniejszych.
Dopiero po dłuższym czasie można było zobaczyć charakterystyczne drzewa Jozuego, które stanowią nieodłączny element zdjęć okolic Groom Lake. One także mają swój chlubny udział w tworzeniu "atmosfery" tego miejsca. Warto jest zatrzymać się na moment i rozejrzeć dookoła (należy pamiętać, by nie zostawiać samochodu zaparkowanego na drodze!). Po lewej stronie od wjazdu na GLR najwyższa góra to Tikaboo - jedyne miejsce, z którego można jeszcze zobaczyć bazę.
Im bliżej znaków ostrzegawczych tym więcej wzgórz, a i sama droga stała się mniej monotonna (co ledwo można zauważyć przez brudne szyby). Jak do tej pory nie było widać sławnych Cammo Dudes. No i dobrze! Chłopaki siedzą sobie najczęściej na niewielkim wzgórzu tuż przy znakach zakazu i sami w sobie stanowią atrakcję turystyczną, zwłaszcza gdy zajeżdżają na swoje stanowisko z włączonym "kogutem". Czasem zdarza się, że podjeżdżają bliżej, ale granicą ich działania jest tylko teren bazy - na terenie publicznym nie wolno im ingerować. Jeszcze tylko jeden zakręt i...
Wolno dojeżdżamy do znanych na całym świecie tablic kiepsko oprawionych i wbitych w ziemię,  informujących czego nie wolno. Po prawej stronie widać fragment wzgórza, na którym przesiadują Cammo Dudes w swoich Fordach F-150 lub Jeepach Cherokee, raźno popijając kawusię i oglądając świat przez silnie powiększające lornetki. Od czasu do czasu zmieniają się i wtedy można zrobić kolejne historyczne zdjęcie jak to Cammo's nie wysiadając z samochodu ucinają sobie rozmowę.

wysepka do parkowania
Natomiast po lewej stronie wznosi się inne wzgórze, które jest w połowie we władaniu Cammo Dudes - połowa - bracia i siostry -  należy do nas, czyli do  wywiadu cywilnego. Ze szczytu tego wzniesienia można zobaczyć bramę główną (właściwie pierwszy punkt kontrolny przy wjeździe do Area 51). Samochód należy zaparkować tak, by nie stał na drodze (najlepiej kilka metrów przed największą z tablic po prawej stronie - jest tam taka mała "wysepka" do parkowania dla "badaczy Area 51". Z tego miejsca do bazy jest prawie 15 km a Groom Lake można było obejrzeć jeszcze nie tak dawno (do 1995) z pobliskiego Freedom Ridge.


Główna brama do
Area 51

Z pozdrowieniami Dreamland Online i Joey Fang "Crazymaler"


 

Przewodnik po bezdrożach Area 51
zdjęcia dzięki uprzejmości Curtis'a Dusek - Area 51 Headquarters
http://www.geocities.com/area51hq/

.
kliknij  kliknij  kliknij
kliknij tu aby wejść na stronę




Dojazd i otoczenie Area 51

  Groom-Lake-Road (GLR) nie jest jedyną drogą, prowadzącą w pobliże bazy. Jest ich całkiem sporo
i mają wspólną cechę: są kiepskiej jakości - najlepiej mieć do tego celu coś jak 4WD lub starego Mercury spisanego na straty:) Jedna z nich prowadzi do osławionej Black Mailbox (Mailbox Road). Jest jeszcze w niezłym stanie, skoro dopuszcza się na niej prędkość do 35 MPH, reszta nie jest już tak łaskawa, zwłaszcza
dla opon, które warto mieć w zapasie. Błądząc po polnych drogach warto mieć także przewodnik po okolicy, którego autorem jest Glenn Campbell.

 
Po lewej od GLR dostaniemy sie na South Tikaboo Road. Należy uważać,
bo po przejechaniu ok. 11 km zaczyna się strefa zakazu wjazdu (i lepiej się do tego zastosować!).
Southeastern Mine Road to kolejna "dirty road" po lewej od GLR. Przez ok. 9,5 km jedzie się jako tako
lecz już dalej bez 4WD ani rusz - zresztą daleko tak jechać nie będziemy, bo po 1,2 km napotykamy
na zakazy. Wracamy i jedziemy dalej Groom Lake Road aż po 21,7 km napotykamy na kilka tablic ostrzegawczych. Naprawdę nie warto ich przekraczać, bo tuż po wjechaniu w GLR jesteśmy obserwowani
przez ochronę bazy i czujniki ruchu, kamery (zwykłe i na podczerwień), nawet czujniki wilgoci. Jeśli
pojedziemy dalej zostaniemy natychmiast zatrzymani. Grozi nam wtedy rok więzienia i $5000 kary, ale
to i tak dobrze - w razie nieposłuszeństwa możemy zostać zastrzeleni, o czym informują
tablice ostrzegawcze
. No dobra, żyjemy i rozglądamy się. Okolica, jak kto lubi, pustynna - taka sobie.
Surowa, pustynna, skromna roślinność - drzewa Jozuego... jest pięknie!

  Główna brama
nie zawiera niczego nieziemskiego: zwykły (klimatyzowany) barak, antena satelitarna, cysterny z wodą, parę samochodów Cammo Dudes - strażników patrolujących teren wokół bazy (chyba także najsłynniejszych na świecie).W roku 1999 otrzymali nowsze samochodziki, chociaż stare dobre Jeepy Cherokee do miernot nie należą. Do 1995 roku bazę można było obejrzeć za pomocą zwykłej lornetki z dwóch miejsc. Pierwsze z nich to szczyt White Sides, drugi - Freedom Ridge rozpościerający się na południowym brzegu wyschniętego jeziora Groom. Od 10 kwietnia 1995 oba te miejsca zostały wchłonięte przez USAF i skończył się tym samym okres pięknych zdjęć bazy, która nie istnieje. Zaostrzył się także system bezpieczeństwa, co jak na opuszczoną (tym razem) bazę wygląda trochę dziwacznie. Całą akcję przeprowadzono, jak to w wojsku, w nocy, a nad rankiem następnego dnia można było zobaczyć nowe tablice ostrzegawcze stojące już w miejscach wcześniej będących terenem publicznym. Otoczenie Area 51 to również tajne i tajniejsze obszary, które mieszczą się na terenie całej bazy Nellis. Naturalnie i tam również nie wejdziemy. Baza Nellis jest podzielona na sektory lotów (powietrze) i sektory lądowe. Wyraźniej widać to na mapce sporządzonej przez Glenn'a Campbell'a.

  Pracownicy bazy przewożeni są za pomocą autobusów lub z Las Vegas specjalną, nieoznaczoną linią lotniczą, która ma swój prywatny terminal (Janet) na lotnisku McCarran. Samoloty (737) te łatwo rozpoznać: mają na
boku czerwony pas. Są też obecne na terenie bazy na swoich miejscach. Działają wahadłowo. Dzięki stałemu skanowaniu pasma częstotliwości, którymi linia ta się posługuje, znamy nazwę Dreamland (tradycyjne
wywoływanie bazy przez pilotów, oczywiście już wyszło z obiegu i zostało zastąpione innym, ale nazwa się
przyjęła i tak już zostało).

 
Lotnisko McCarran położone jest naprawdę ciekawie: z głównej wieży można zobaczyć największe świątynie hazardu w Las Vegas, otoczone przepięknymi podjazdami, ogrodami, fontannami, no i, oczywiście, milionami świateł. Dla jednych cudowne miejsce, dla innych światowa stolica kiczu.
Terminal Janet nie jest dostępny dla każdego. Pracownicy wsiadający do swoich samolotów (panie również!) mają swoje identyfikatory, są też strażnicy - przy wjeździe do terminalu i tuż przed wejściem do samolotu.

 
Natomiast autobus, nazywany czasem białym autobusem rozpoczyna swoją drogę z Alamo, gdzie wsiada większość ludzi dojeżdżających, dalej kieruje się na Crystal Springs, gdzie zabierani są pracownicy z Caliente, Panaca i Pioche. Potem przejeżdża obok Hancock Summit i kieruje się prosto na Groom Lake Road. Granicę obszaru zaznaczonego za pomocą tablic ostrzegawczych przekracza ok. 6.45 (pon.-pt.), powrót ok. 3.45.

Dreamland Online copyright 2003

Licznik